Prypeć – miasto duchów

Prypeć

Prypeć

Miasto wybudowane dla pracowników elektrowni atomowej w Czarnobylu do kwietnia 1986 roku rozwijało się prężnie. Na jego terenie znajdowało się 15 przedszkoli i 5 szkół, szpital, budynki handlowe i kulturalne, a także hotel Polesie, restauracja i basen.

Po ewakuacji mieszkańców Prypeć pozostawiona sama sobie stała się miejscem regularnie ograbianym przez szabrowników, złodziei i złomiarzy.

Można wchodzić do większości budynków, w których pozostały przedmioty należące wcześniej do mieszkańców. Miejscami leżą pozostawione wieńce, które przygotowywano na święto pracy 1 maja. Mieszkania natomiast są praktycznie puste. Stoją jedynie porozrywane kanapy, regały i wszystko to co było zbyt ciężkie albo za mało wartościowe aby można było to ukraść. Okolice Prypeci zarósł gęsty las. Na drzewach da się zauważyć owoce, a w mchu rosną grzyby. Naukowcy badający te okolice przyznają, iż okoliczna flora i fauna różni się nieco od tej znanej nam z terenów nieskażonych. Ptaki mają odrobinę mniejsze mózgi, a drzewa rosną mniejsze, niektóre są charakterystycznie powyginane. Zwiędłe rośliny praktycznie nie rozkładają się w glebie.  W Zonie ciężko zauważyć pszczoły, motyle czy koniki polne – te organizmy nie zamieszkują strefy zamkniętej. Spacerując po mieście ciężko czasem rozszyfrować jakie obiekty mamy przed sobą. Natura zagarnęła wszystko dla siebie przekształcając Zonę w wyjątkowy ekosystem.

Pierwszym mieszkańcem jakiego spotkamy jest lis. Czeka pod znakiem „Prypeć” i ewidentnie ma nadzieję na jakąś przekąskę. Przygotowana przewodniczka częstuje go kiełbasą. Lis chętnie korzysta z okazji po czym oddala się w kierunku Czerwonego Lasu.

Prypeć

Ruszamy do miasta.

Zwróćcie uwagę na owoce, które rosną na drzewach. To jarzębina. Różni się nieco od naszej polskiej.

Prypeć

Odwiedzamy supermarket. Prypeć oferowała mieszkańcom to samo co możemy znaleźć dziś w popularnych marketach. Pamiętacie takie markety w Polsce w latach 80? Ja też nie.

Prypeć

Pierwsza szkoła, do której wchodzimy jest właściwie całkowicie ograbiona. Oglądamy salę gimnastyczną z przyrządami pozostawionymi tak jak je zostawiono po lekcji wf.

Prypeć

Znakiem charakterystycznym Prypeci jest diabelski młyn – karuzela, która buja się poruszona wiatrem.

Mierzymy poziom napromieniowania, który jest już dość wysoki – licznik Geigera przypomina nam o tym piskliwym tonem. Przewodniczka poleca nam niczego nie dotykać. Idziemy dalej i zauważamy duży budynek wyłaniający się zza drzew ale nie jesteśmy w stanie zgadnąć do czego był przeznaczony. Przechodzimy przez krzaki aby przekonać się, że cały czas szliśmy przez wielkie boisko piłkarskie! Naszym oczom ukazują się trybuny stadionu sportowego.

Prypeć

Jak wielka jest Zona?

Co natura zawłaszczyła z tego tętniącego życiem miasta? Czas przekonać się na własne oczy. Przewodniczka pyta nas czy mamy ochotę na odrobinę szaleństwa i czy lubimy się wspinać. Potwierdzamy. Nasz plan to dach najwyższego budynku mieszkalnego w Prypeci. O dziwo w bloku mieszkalnym działa winda. Lepiej jednak nie ryzykować – nie wiadomo ile jej części zostało skradzionych na złom. Wchodzimy na 15 piętro budynku, a stamtąd prosto dach. Nie jest nijak zabezpieczony, a na podłodze rozciągają się kable. Wystarczy moment nieuwagi aby się potknąć i… pofrunąć 15 pięter w dół. Wszyscy wstrzymujemy oddech gdy pierwszy potyka się Brazylijczyk i rękami opiera się o niską barierkę na krawędzi dachu. Uważniej patrzymy pod stopy. Ale to co przed nami jest najbardziej imponujące. Dziesiątki opuszczonych budynków i gesty las rozciągają się po horyzont. Widać Arkę, radar Duga, kanał chłodzący reaktor. Schodzimy przy okazji zaglądając do mieszkań. Dziwnie się czuję. Mam wrażenie, że wchodzę z butami do czyjegoś domu. Łóżka, kanapy, regały, szafki, toalety – wszystko jest na swoim miejscu. Nie wyobrażam sobie jak można było ograbiać czyjeś opuszczone mieszkanie. Korytarze robią wrażenie. Wydaje mi się, że jestem na planie jakiegoś filmu grozy. Za żadne skarby nie weszłabym do tego budynku w nocy.

Prypeć

Prypeć

Prypeć

Prypeć

Prypeć

Prypeć

Prypeć

Prypeć

Idziemy na basen.

Kiedyś chluba Prypeci i lubiany obiekt sportowy. Dziś to ruina.

Prypeć

Zaglądamy do kolejnej szkoły. W latach osiemdziesiątych każda instytucja publiczna była przygotowana na wypadek ataku nuklearnego. Dziecięce maski gazowe pokrywają podłogę. Jedną ktoś nawet założył lalce. To swego rodzaju inscenizacja, teatr. Oglądałam dziesiątki zdjęć blogerów, dziennikarzy którzy odwiedzili Czarnobyl i widzę, że wystarczy miesiąc różnicy w dacie zrobienia zdjęcia aby konkretne miejsce, kadr wyglądały zupełnie inaczej. Ktoś posadzi lalkę na łóżku, ktoś założy jej maskę aby wyglądała upiornie.

Prypeć

Prypeć

Prypeć

Prypeć

Jednym z miejsc, których nie odwiedziliśmy jest szpital.

W Internecie pełno jest zdjęć krzeseł ginekologicznych, łóżek operacyjnych i innych strasznych kadrów. W szpitalu pozostawiono fiolki z lekami, przyrządy, ubrania. To właśnie one stanowią największe zagrożenie. Po wybuchu reaktora szpital w Prypeci był pierwszym miejscem, do którego zwożono pacjentów. Poparzeni pracownicy elektrowni i strażacy potrzebowali pomocy bo zwyczajnie źle się czuli. Wymiotowali, ale ich ciała wyglądały normalnie. Dopiero po kilku godzinach, czasem dniach skóra, wnętrze jamy ustnej stawały się czarne, a choroba popromienna powodowała, że mięśnie odchodziły od kości. Lekarze, którzy pracowali z ofiarami sami poźniej zmagali się z chorobą popromienną. Chorzy przyjęli tak ogromną dawkę promieniowania jonizującego, że ich ciała emitowały je dalej. Ubrania strażaków wciąż leżą w piwnicach. To najniebezpieczniejsze miejsce w całej Prypeci. Wejście do piwnic zostało zasypane rok temu, ale ciekawscy i tak znajdą na nie sposób. Przewodniczka mówi, że do szpitala nie wejdzie za żadne pieniądze. Upartym radzi się wchodzić tam w pełnym ubraniu ochronnym – nie tylko do piwnic, całe miejsce jest silnie skażone. Szczerze mówiąc robi mi się słabo jak widzę, że ten budynek odwiedzali między innymi redaktorzy różnych portali – bez odpowiedniego przygotowania, nawet bez licznika Geigera – można znaleźć dziesiątki takich filmów na Youtube, pokazywali światu zdjęcia na których dziarsko przemierzają szpitalne korytarze. Nie odwiedziłabym go nawet w ubraniu ochronnym mimo, że moja reporterska dusza chciałaby zdobyć się na odwagę. Cenię swoje bezpieczeństwo, a w napromieniowanych miejscach bardzo ciężko je kontrolować. Radioaktywnych pyłów nie czuć ani nie widać.

Prypeć


Wiecie na czym polega choroba popromienna?

W ciele człowieka dochodzi do radiolizy wody – pod wpływem promieniowania rozszczepiają się jej cząsteczki w organizmie. Jako że ten w 80% składa się z wody właśnie wszystkie procesy fizjologiczne zostają zaburzone bądź zupełne zahamowane. Dodatkowo dochodzi do przerwania wiązań chemicznych, które łączą atomy pierwiastków i wewnątrz nici DNA. Struktura DNA jest zniszczona co uniemożliwia regenerację komórek. Pierwsze, pod wpływem promieniowania, niszczone są limfocyty, czyli komórki obronne, dlatego początkowym skutkiem choroby popromiennej jest ogólne osłabienie.  Napromieniowania w początkowej fazie zupełnie nie widać. Ten wróg stanowił gigantyczne zagrożenie dla wszystkich, którzy znaleźli się zbyt blisko radioaktywnych substancji, a którzy nie wiedzieli, że to co najniebezpieczniejsze jest niewidoczne dla oka.

Czerwony Las

W drogę powrotną udajemy się przez Czerwony Las, miejsce w którym obowiązuje całkowity zakaz wstępu. Po eksplozji radioaktywna chmura przesunęła się właśnie w jego kierunku, w wyniku napromieniowania liście przybrały czerwony kolor. Drzewa uschły ale nowo rosnące również pokryte były czerwonymi liśćmi. Nie możemy wysiąść z autobusu ale gdy tylko zbliżamy się do granicy lasu liczniki Geigera szaleją się jednocześnie piszcząc niemiłosiernie. Brzmi to tak (klik). 

Nasza Czarnobylska wyprawa dobiega końca. Ostatni przystanek to stacja sprawdzająca, czy nie przyjęliśmy zbyt dużej dawki promieniowania. Na szczęście cała wycieczka okazuje się czysta.

Odwracając się spoglądam jeszcze raz na granicę Zony. Bezpański pies na środku ulicy czeka na kolejnych gości.

Część pierwszą wyprawy, Czarnobyl znajdziecie tu.

Prypeć

Tagi: , , ,
Previous Post Next Post

Comments

    • Monika WM
    • 7 października 2017
    Odpowiedz

    Wow, jestem pod wrażeniem Twojego reportażu. Jestem świeżo po lekturze “Czarnobylska modlitwa” i tym bardziej tej te obrazy wzbudzają we mnie mnóstwo emocji.
    Książkę, jeśli nie czytałaś, mogę Ci podrzucić.

      • Paulina
      • 7 października 2017
      Odpowiedz

      Dzięki Monia! Podrzuć książkę, chętnie przeczytam!

  1. Pingback: Zwiedzanie Czarnobyla - Oko Moskwy, Reaktor, obiad w kantynie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

26 shares