NYC cz. 2 – Bushwick i Greenpoint

Greenpoint

Jest słońce!!!

Po pierwszym dniu byłam przerażona “wiosną” w Nowym Jorku i przejmującym zimnem. Na szczęście weekend zapowiadał się pogodnie! Jeszcze przed południem uzbrojeni w kawę wybiegliśmy z hotelu mając w planach eksplorowanie Brooklynu! W Amerykańskich hotelach w wielu miejscach kawa jest zupełnie za darmo. Rozpoczynanie dnia z papierowym kubkiem w ręku weszło mi w nawyk 🙂 przed hotelem miny nam jednak zrzedły. Mimo pięknego słońca chłód nie odpuścił. Należało zastosować jedną z powszechnie znanych nowojorskich zasad co do ubierania się – na cebulkę. Pogoda, zwłaszcza na Manhattanie, jest totalnie nieprzewidywalna. Albo rano ubierasz się ciepło i po południu nosisz połowę ubrań w plecaku, albo marzniesz o poranku po to by w południe czuć się idealnie.
Spacerem ruszyliśmy w kierunku metra, które okazało się nie kursować w stronę Greenpoint. Awaria. Uratował nas jednak zastępczy autobus. Trasa była raczej mało uczęszczana, autobus prawie pusty, a kursował naprawdę bardzo często! Uwielbiam nowojorską komunikację miejską! Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na krótką sesję zdjęciową w naszej ulubionej lokalizacji ukazującej Uptown w pełnej krasie.

Greenpoint
Greenpoint

Dotarliśmy na Greenpoint!

Dzielnica ta jest drugim po Chicago miejscem zamieszkania licznej amerykańskiej Polonii. Odwiedziliśmy kilka sklepów oferujących rodzime produkty, a wszyscy dookoła rozmawiali po polsku. Główna ulica wypełniona jest firmami, które oferują pomoc w wysyłce paczek do polski, doradzają jak legalnie zostać w USA i pośredniczą w znalezieniu pracy. Nielegalni imigranci pośród Polaków mieszkających w Stanach to wciąż duża grupa ludzi.
Mimo wielu polskich akcentów, które spotykaliśmy w trakcie spaceru po Greenpoint, nie mogę powiedzieć, że czułam się jak u siebie. Czy “kiszka”, oferowana jako typowo polski produkt, naprawdę zajmuje miejsce na codziennym stole? Greenpoint to naprawdę specyficzne i trochę smutne, mam wrażenie, miejsce. Polacy tam chyba zatrzymali się na Polsce lat ’80. Ci z którymi rozmawialiśmy nie mogli uwierzyć, że przyjechaliśmy na wakacje, panuje przekonanie że Polacy do Stanów przyjeżdżają jedynie za pracą. Otwarcie mówią o tym, że jakkolwiek wiedzie im się w Nowym Jorku napewno jest to lepsza opcja na życie niż powrót do kraju…

Greenpoint
Greenpoint

Następny przystanek to Bushwick – część Brooklynu zamieszkiwana w dużej części przez ludność latynoamerykańską, bogata w liczne, przepiękne murale. Wedle zasad panujących w Nowym Jorku (i prawdopodobnie nie tylko tam) grafficiarz nie może przykryć dzieła kogoś bardziej znanego od siebie. Bushwick to część NYC niezwykle nam bliska, tam mieszkaliśmy podczas zeszłorocznego pobytu w NY. Uwielbiam to miejsce ze względu na wyluzowanych mieszkańców, którzy ponad wszystko cenią sobie rodzinę i bliskich. W zeszłym roku pobliski sklep był zamknięty przez 2 dni – córka właściciela miała urodziny, które długo świętowali! Latynosi mają zwyczaj wyjątkowo głośno słuchać muzyki – zwłaszcza podczas jazdy samochodem. Zauważyłam nawet zamontowane na zewnątrz auta głośniki, z których wydobywały się latynoskie rytmy!

Greenpoint
Greenpoint

W niektórych miejscach w Nowym Jorku możecie zauważyć buty zawieszone na drutach. Mówi się, że tak oznaczone są okolice w których sprzedaje się narkotyki!
Charakterystyczne dla okolic Bushwicku jest metro usytuowane nad ulicą:

 

 

Portorykański fryzjer gorąco się poleca:

Greenpoint
Greenpoint

 

Po przyjeździe na Manhattan, na stacji metra spotkaliśmy artystę – mężczyzna tańczył ubrany w buty na bardzo wysokich obcasach. Tłum ludzi klaskał i dopingował go. Niektórzy nawet przyłączyli się do zabawy! Wielokrotnie czytałam o tym, że aby występować na stacjach metra w NYC trzeba mieć specjalne pozwolenie, przejść jakiś casting – ciężko mi w to uwierzyć, nie mniej jednak występy te faktycznie są często na bardzo wysokim poziomie.  Tego typu otwartość to najfajniejsza i zarazem najdziwniejsza rzecz jaką można zauważyć wśród Amerykanów. Mam wrażenie, że nic ich nie zdziwi i tolerują absolutnie wszystko 🙂 w tym zakresie możemy się dużo nauczyć.

 

 

 

I znów obiad w Chinatown!

Tym razem trafiliśmy do wyjątkowej restauracji! Na wstępnie kelner spakował nasze kurtki do… worka na śmieci!
Jego angielski był… dość mocno chiński zatem złożenie zamówienia nie było proste. Wydawało nam się, że dostaniemy standardowo kurczaka, ryż i warzywa. Tymczasem kelner przyniósł nam:

Greenpoint
Greenpoint

Chińskie zwyczaje bywają dziwne, ale surowy kurczak???
Po chwili kelner przyniósł garnki! Nasz stolik okazał się ukrywać płytę indukcyjną 😀

Greenpoint
Greenpoint

Obiad “zrób to sam” okazał się całkiem smaczny. Swoją drogą knajpa pod tytułem “ugotuj sobie kurczaka” to wyjątkowo mało wymagający biznes 😉 Nasze kurtki dzięki workom na śmieci nie przejęły zapachu, który unosił się w całej restauracji. Świetny pomysł!

Byliśmy już przyzwyczajeni do doliczania sobie napiwku do rachunku. To bardzo częsta praktyka w Nowym Jorku. Tym razem jednak po zapłaceniu kelner upomniał się o dodatkowe 20% (nie zauważyliśmy, że tip nie był wliczony w finalną kwotę). Za tego typu obiad zapłacicie w NYC około 50$ czyli niecałe 200 zł. Co sądzicie o domaganiu się dodatkowych 40 zł napiwku? Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii.
Teraz coś dla dziewczyn 😉 wymyśliłam sobie, że znajdę jedyny w USA showroom Kylie Cosmetics. Po przybyciu pod adres z Google okazało się, że szumnie komentowana w internecie miejscówka okazała się kompletnie opuszczona! Sklep po prostu nie istnieje! Co ciekawe w Internecie można znaleźć zdjęcia z marca 2017, na których showroom jest dosłownie oblegany! W kwietniu ta sama witryna jest pusta, a w środku straszą gołe ściany…  Zdjęcie pochodzi z Instagrama Kylie Cosmetics.

Greenpoint
Greenpoint

Po chwilę oddechu poszliśmy do Bryant Park. Miejsce uwielbiane przez mieszkańców. I przeze mnie 😉 Bryant Park to niewielki (jak na NYC) kawałek trawy, otoczony stolikami i krzesełkami i gigantycznymi, szklanymi ścianami wieżowców. Uwielbiam!

 

Greenpoint
Greenpoint

Na kolejny dzień zaplanowaliśmy spacer po Highline czyli nadziemnym parku oraz wizytę w pralni, w której po raz pierwszy poczułam, że Queensboro to bardzo niebezpieczna część NYC.

Wróćcie koniecznie!

Na koniec ciekawostka: amerykański podwieczorek czyli zielony koktajl. Z torebki.

😉

Greenpoint

 

 

 

Tagi: , , , , , , , , ,
Previous Post Next Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0 shares