Deszczowy Montreal

Montreal

To już czwarta część relacji z naszej wycieczki do Nowego Jorku (i nie tylko). W dzisiejszym wpisie będzie o podróży do Kanady i o deszczowym Montrealu.

Zapraszam!

Podróż do Kanady chcieliśmy rozpocząć możliwie jak najwcześniej – szacowaliśmy około 6 godzin jazdy samochodem, po który wyprawiliśmy się na lotnisko JFK.
Jak wynająć samochód w USA? Przez Internet! Rezerwację zrobiliśmy w wypożyczalni Dollar, wybraliśmy wygodne auto, wypełniliśmy dziesiątki rubryczek po czym okazało się, że… zapłacimy dużo więcej niż przypuszczaliśmy.

Rada dla Was – standardowo w rezerwacji nie jest wliczone ubezpieczenie, które w USA nie jest obowiązkowe. Jest jednak przydatne w momencie jakiejś kolizji, dzięki niemu w razie czego nie będziecie musieli do końca życia pracować na czyjś czerwony lakier w Ferrari. Założyliśmy początkowo, że cena którą widzieliśmy w rezerwacji jest ceną finalną. Zatem już na początku naszej wprawy nasze koszty wzrosły o ponad dwa tysiące złotych. Szczęśliwie okazało się, że zarezerwowanego przez nas autka nie ma i dostaliśmy darmowy upgrade i samochód z lepszym wyposażeniem.
Porada: Przed wyruszeniem w podróż upewnijcie się, że w stanie/kraju w którym będziecie kierować autem nasze prawo jazdy jest obowiązujące. Być może będziecie potrzebować Międzynarodowego Prawa Jazdy. Wówczas musicie udać się do urzędu komunikacji (wszystko jedno którego, nie dajcie sobie wmówić, że musi to być urząd w miejscu zameldowania). Płacicie około 30 zł opłaty administracyjnej, zostawiacie zdjęcie i po kilku dniach odbieracie dokument.
Takie prawo jazdy nie było nam potrzebne w USA, ale konieczne w Kanadzie.

Ruszyliśmy w trasę i od tej pory autko stało się naszym małym domem bo pokonaliśmy nim ponad 2500 km.

Nowy Jork – Montreal to malownicza trasa, która biegnie przez wiele ciekawych miejsc. Tuż po wyjeździe z New York City można zjechać na Storm King, wielkie muzeum na otwartej przestrzeni. Możecie pospacerować i poszukać gigantycznych rzeźb, które są poustawiane na naprawdę imponującej przestrzeni. Zjazd jest dobrze oznakowany, na pewno traficie. Kolejna atrakcja po drodze z NYC to Woodbury. Wielkie outletowe miasteczko <3 Właściwie outlety w Stanach zasługują na oddzielny wpis. Ale teraz pokrótce – są to często całe „miasteczka” sklepów, a na pewno spore dzielnice. Swoje outlety mają zarówno wielcy projektanci jak i sieciówki. Zarezerwujcie sobie kilka godzin na tę atrakcję. Można się wciągnąć i zatracić w licznych promocjach.

Tak wygląda mapa outletu… Musicie przyznać, że to nie jest miejsce na szybki shopping 😉

Wzdłuż autostrady co kilkanaście kilometrów usytuowane są tzw. „rest area”, czyli przestrzenie gdzie możecie coś zjeść, odpocząć, czy skorzystać z toalety. Mnie najbardziej rozczulały tzw. text area, czyli miejsca oznakowane jako te, w których można się zatrzymać, żeby wysłać smsa. W USA wypadki spowodowane smsowaniem podczas jazdy to istna plaga, stąd zachęty do skorzystania z takiej właśnie przestrzeni. W rest area nie liczcie na cokolwiek zdrowego do jedzenia. Raczej znajdziecie burgery, frytki i pączki.
Niewiele ponad 5 godzin zajęło nam dojechanie do granicy z Kanadą. Przed nami czekało w kolejce raptem kilka aut. Kanadyjczycy spędzali na granicy znacznie więcej czasu niż my czy amerykanie. Byli dokładniej sprawdzani. Przejazd przez bramki i rozmowa z urzędnikiem u nas trwały około minuty.

Montreal
Montreal

Za granicą od razu powitały nas francuskie napisy. Niestety z tym językiem mamy bardzo niewiele wspólnego. Dopóki drogowskazy pojawiały się także po angielsku, nie było z tym większego problemu. Kłopoty pojawiły się później gdy ograniczano się jedynie do informacji po francusku. 

 

Montreal

Montreal powitał nas raczej kapryśnym nastrojem…

Montreal
Montreal


Dotarliśmy do naszego małego ale uroczego hotelu usytuowanego w dzielnicy Le Plateau-Mont-Royal. Miejsce słynące z życia artystycznego i kulturalnego, co dawało się odczuć na każdym kroku.

Montreal
Montreal
Montreal
Montreal

Pierwsza rzecz, nad którą musieliśmy się zastanowić to porzucenie auta. W Montrealu parkowanie na ulicach jest dozwolone w godzinach 22:00 – 7:00, poza tym przedziałem trzeba opłacić postój. Niestety nie mieliśmy przy sobie kanadyjskich dolarów, a jak się okazało nasze karty kompletnie nie działały w Kanadzie! Próbowaliśmy szukać rozwiązania w bankomatach, kantorach i bankach, które już o 17:00 były zamknięte na cztery spusty! Byliśmy w kropce, z samochodem, którego nie można nigdzie zostawić przez kilka godzin, bez jedzenia i pieniędzy. Aha no i oczywiście bez internetu gdyż nasze amerykańskie karty SIM przestały działać. Po kilkunastu bankomatach, wieczorem znaleźliśmy jeden, JEDEN JEDYNY, który akceptował nasze karty. Dzięki temu znaleźliśmy chyba ostatni otwarty w Montrealu sklep i zjedliśmy wystawną kolację 😀

Montreal
Montreal

Rano gdy mój mąż udał się do banku czynnego od 9:00, czekał na otwarcie do 9:40! Kanadyjczycy to niezwykle wyluzowany naród 😀

Tak wygląda cała dzielnica Le Plateau Mont Royal

 

Niestety przez cały pobyt towarzyszyła nam fatalna pogoda. Zimno i deszcz.

Montreal
Montreal

Udało nam się jednak zobaczyć kilka podstawowych punktów na mapie Montrealu.  Bazylika Notre-Dame – imponująca i przepiękna, Stary Montreal i Port to miejsca, które trzeba zobaczyć będąc w tym mieście. Dodatkowo oczywiście Mont Royal czyli wzgórze wysokie na 233 m. Jest to najwyżej położony punkt Montrealu. Żaden budynek nie może wykraczać poza tę wysokość – wzgórze ma pozostawać najbardziej charakterystycznym punktem miasta.
Montreal to miasto niezwykle europejskie. Ludzie nie są już tak uśmiechnięci jak Amerykanie 😉 wydaje mi się, że mieszkańcy tej części Kanady postanowili czerpać zarówno z kultury amerykańskiej jak i francuskiej. Odniosłam wrażenie, że miasto jest odrobinę smutne. Może to wina naprawdę fatalnej pogody jaką zastaliśmy. Kiepskie światło nie pozwoliło mi na zrobienie lepszych zdjęć, no ale mam nadzieję, że to co widzicie wystarczy 🙂 

Montreal
Montreal
Montreal
Montreal
Montreal
Montreal

Trudne wybory w Chinatown:

Montreal
Montreal
Montreal
Montreal

W drogę!

Następnego dnia po zwiedzaniu Montrealu ruszyliśmy do Toronto! Byliśmy już trochę zmęczeni, codziennie pieszo pokonywaliśmy 15-20 kilometrów! Liczyliśmy na szybki przejazd i możliwość wypoczęcia w hotelu w Toronto. Przed nami jednak 550 kilometrów! Oczywiście zgubiliśmy się na zjeździe z autostrady. W dzisiejszych czasach i w dobie nawigacji nie brzmi to jak problem. Tylko, że my nie posiadaliśmy ani nawigacji, ani internetu! Jedynie Waze, które potrzebuje sieci aby uaktualnić trasę. Na szczęście dość szybko znaleźliśmy Subway’a, który poratował nas wifi 🙂 Dość długi odcinek trasy między Montrealem, a Toronto pokonuje się wzdłuż jeziora Ontario.  Powierzchnia jeziora to niecałe 20 000 km2 i ciągnie się przez 311 kilometrów. Jest tak wielkie, że z bliska wygląda jak… morze. Ontario jest jednak najmniejszym z Pięciu Wielkich Jezior Ameryki Północnej. Przyznam szczerze, że nigdzie wcześniej nie widziałam tak wielkich autostrad jak te w okolicach Toronto. W pewnym momencie naliczyliśmy 20 pasów! Toronto przywitało nas chłodem ale na szczęście słońcem. Dalszą część dnia przeznaczyliśmy na odpoczynek, a zwiedzanie i zakupy pozostawiliśmy sobie na dzień następny. Nie wiedzieliśmy jednak, że Wielki Piątek jest w Kanadzie dniem wolnym od pracy, a wszystko dookoła jest zamknięte. Ale o tym następnym razem 🙂

A tu nasza trasa ze wspomnianej już Google’owej osi czasu:

Montreal
Montreal
Tagi: , , , , , , , , , ,
Previous Post Next Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0 shares