Czarnobyl – czy promieniowanie w Zonie jest niebezpieczne?

promieniowanie

Wielkimi krokami zbliża się nasza wycieczka – kilkudniowy city break na Ukrainie. Inna niż wszystkie dotychczasowe i chyba nie taka, którą polecałyby blogerki lifestylowe. Tu nie będzie różowych zdjęć na Instagramie.

Jedziemy do Czarnobyla.

26 kwietnia 1986 roku, Polska

Miliony Polaków obudziły się tego dnia jakby nigdy nic. Dzień jak co dzień. Podobnie 27 i 28 kwietnia. Moja Mama była wówczas w ciąży, a ja miałam się urodzić za 6 miesięcy.

Jedynym miejscem w Polsce, w którym poziom niepokoju przekraczał wszelkie znane normalnemu człowiekowi normy były Mikołajki.

O 5:33 rano stacja monitoringu radiacyjnego Służby Pomiaru Skażeń Promieniotwórczych w Mikołajkach zarejestrowała aktywność izotopów promieniotwórczych w powietrzu ponad pół miliona razy większą, niż normalnie.

PÓŁ MILIONA. Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie ogłosiło alarm o 10:00 rano. Mimo embarga na informacje jaką wprowadziły władze polscy naukowcy po zbadaniu promieniotwórczych zanieczyszczeń byli w stu procentach pewni – ich źródłem może być tylko pożar reaktora atomowego. Polacy masowo zaczęli przyjmować płyn Lugola w celu zablokowania wchłaniania radioaktywnego izotopu jodu. Dziś wiemy, że już 1 maja opad promieniotwórczy nie był groźny dla zdrowia, oraz do dziś nie odnotowano żadnych skutków katastrofy wśród ludności polskiej.

 

26 kwietnia 1986 roku, Czarnobyl i Prypeć

Straż pożarna zjawiła się zaraz po wybuchu. Wokół płonął grafit. Nikt nie informował o radioaktywnym skażeniu, na miejscu pracowali zarówno strażacy jak i obsługa elektrowni. Dozymetr (przyrząd służący do pomiaru dawki promieniowania jonizującego), który był na wyposażeniu elektrowni został zniszczony. Drugi nie działał. Ludzie nie mieli pojęcia, że w ciągu kilku sekund przyjęli śmiertelną dawkę promieniowania. Większość z nich zmarła w ciągu dwóch tygodni w wyniku choroby popromiennej.

 

Po ponad 30 latach od wybuchu reaktora elektrowni atomowej w Czarnobylu jedziemy zobaczyć to miejsce.
Wszyscy, którym opowiadamy o naszych planach pytają – czy tam jest bezpiecznie? I tak, i nie.

Tak jeśli wybiera się zorganizowaną wycieczkę, w trakcie której przestrzega się zaleceń przewodnika: należy kompletnie się ubrać i nie odsłaniać dużych fragmentów ciała, pod żadnym pozorem nie jeść niczego co zostało znalezione na terenie Zony (serio, zdarzały się przypadki zjadania znalezionych jeżynek, czy grzybków), nie siadać na ziemi, niczego nie dotykać, nie odłączać się od grupy i samotnie nie wchodzić do budynków. Większe niebezpieczeństwo niż promieniowanie stanowią szwendające się po terenie opuszczonej elektrowni grupki przestępców czyhających na przypadkowych turystów.

A jak to jest z tym niebezpieczeństwem? Czy faktycznie podczas jednego dnia pobytu w Czarnobylu przyjmuje się niebezpieczną dawkę promieniowania jonizującego?

Warto zdać sobie sprawę z tego jak wygląda na co dzień dawka promieniowania, którą przyjmujemy. Jego główne źródła stanowią ziemia i kosmos oraz energia jaka wytwarza się w wyniku reakcji jądrowych na Słońcu. Promieniowanie jonizujące z jakim możemy mieć do czynienia to alfa, beta, gamma i rentgenowskie. To ostatnie jest najbardziej szkodliwe i całkowicie przenika ciało człowieka, a stykamy się z nim przy okazji zwykłego prześwietlenia u lekarza. Istotne jest to jaka dawka promieniowania zetknie się z ciałem człowieka w określonym czasie. Do określenia tej wartości niezbędny jest licznik zwany licznikiem Geigera-Mullera. Zmierzy on promieniowanie alfa, beta i gamma – takie wyemitowane zostało do gleby i atmosfery po wybuchu rektora w Czarnobylu. Jednostka w jakiej mierzy się poziom napromieniowania to Siwert. 1 Sv może spowodować u człowieka chorobę popromienną jeśli dostarczony jest w bardzo krótkim czasie (zazwyczaj stosuje się przelicznik względem jednej godziny), 8 Sv to dawka, która powoduje natychmiastową śmierć. Szacuje się, że pracownicy elektrowni przyjęli w ciągu kilku sekund dawkę w wysokości 10-25 Sv.

Takich wartości dziś na szczęście nie spotkamy nigdzie w naturalnych warunkach.

Te wartości są tak ogromne, że urządzenia mierzące wskazują poziom napromieniowania w mili albo mikrosiwertach (odpowiednio 1 mSv to 1 000 µSv, 1 Sv to 1M µSv). To pokazuje jak niewielkie jest niebezpieczeństwo w Zonie.

Teraz przyjrzyjmy się jak to wygląda w konkretnych miejscach.
Tak promieniowanie w µSv/h wygląda w:

Miasto Czarnobyl (Centrum) 0,2 µSv

Miasto Prypeć (obrzeża) 0,28 µSv

Miasto Prypeć (centrum) 0,96 µSv

Miasto Prypeć (grunt) 1,36 µSv

Miasto Prypeć (centrum w ziemi) 2,21 µSv

Strefa Zero 5,39 µSv

Czerwony Las >8 µSv

 

I uwaga – Warszawa Centrum w okolicy PKiN 0,32 µSv

W samym środku, w miejscu najbardziej skażonym promieniowanie wynosi lekko ponad 5 milionowych dawek śmiertelnych, to dokładnie tyle samo ile dostarcza nam… rentgen u lekarza 🙂

Sami więc widzicie, że nie ma się czego obawiać, a my nie zamierzamy przestać płacić za prąd w nadziei, że sami zaczniemy świecić 😉

Liczymy jednak na wyjątkowy klimat jaki panuje w opuszczonym mieście, przejmujące zdjęcia i liczne przemyślenia. Tym wszystkim będziemy się z Wami dzielić.

Naszą wyprawę zaczynamy 2 października – bądźcie z nami na blogu, Instaramie i Facebook’u!

Tagi: , , , , ,
Previous Post Next Post

Comments

  1. Odpowiedz

    O rany, ale Wam zazdroszczę 😀 Koniecznie zrób wielką relację, z przyjemnością poczytam 🙂 W ogóle cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga. Technologie i piękna kobieta – nieskromnie zauważę, że ciągnie swój do swego 😛 Pozdrawiam!

      • Paulina
      • 26 września 2017
      Odpowiedz

      Aniu bardzo dziękuję! <3

  2. Pingback: Zwiedzanie Czarnobyla - Oko Moskwy, Reaktor, obiad w kantynie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 shares